Zdrowe inwestycjeBiznesmen magazine, 9 styczeń 2004 r.10-12 mld zł mógłby zyskać sektor ochrony zdrowia na dodatkowym ubezpieczeniu. Potrzebne są jednak zmiany w całym systemie, by niektórzy pacjenci nie płacili podwójnie za to samo Im głębsza zapaść publicznej służby zdrowia, tym lepiej radzi sobie prywatny biznes medyczny. Inwestorzy, którzy kilka lat temu zdecydowali się na budowanie prywatnych klinik czy przychodni, dziś oczekują pierwszych zysków. I zapowiadają, że prawdziwe inwestycje są dopiero przed nimi Teza: Jeśli ktoś raz wejdzie do prywatnej przychodni, sprawdzi jakość obsługi i sprzętu, posmakuje nowoczesnych procedur przyjmowania pacjenta, już nigdy nie będzie chciał trafić do publicznego ZOZ-u. W ten sposób systematycznie rośnie liczba chętnych do korzystania z normalności w tym segmencie. Dlatego prywatna służba zdrowia staje się atrakcyjnym pomysłem także dla funduszy inwestycyjnych. Dowód: 20 mln dolarów chce zainwestować do 2005 r. fundusz inwestycyjny European Accesion Fund (EAF) w rozwój sieci autorskich placówek prywatnego operatora medycznego - Lux-Medu. Fundusz jest już właścicielem 60% udziałów w tej spółce. Na pewno nie robi tego w poczuciu misji społecznej. Jasność widzę...Przedsiębiorcom z branży medycznej sprzyja rynek. Przede wszystkim rychłe wejście prywatnych, nieobowiązkowych ubezpieczeń zdrowotnych, które byłyby uzupełnieniem obligatoryjnej składki w Narodowym Funduszu Zdrowia. Tak zwane "doubezpieczenia" mają być produktem tanim, a więc i masowym, co gwarantowałoby większości prywatnych firm medycznych udział w zyskach, związanych z realizacją zobowiązań wobec firm ubezpieczeniowych. Kolejną dobrą wiadomością jest przyjęcie przez NFZ nowych zasad zawierania kontraktów z tego typu placówkami. Od niedawna podstawowym kryterium podziału środków z 30-miliardowego budżetu funduszu jest jakość wykonywanych usług. Cena odgrywa rolę drugorzędną. Publiczne placówki nie będą już faworyzowane tylko dlatego, że są biedne i zapyziałe. Prywatni operatorzy usług medycznych mogą liczyć na równoprawne traktowanie ich oferty i będą skutecznie konkurować z publiczną służbą zdrowia. Szansą dla inwestorów są także rządowe plany komercjalizacji publicznej służby zdrowia - chodzi m.in. o przyjęcie projektu ustawy o pomocy publicznej i restrukturyzacji publicznych ZOZ-ów. W ciągu 2 lat od daty wejścia ustawy w życie samodzielne publiczne zakłady opieki zdrowotnej przekształcą się w spółki użyteczności publicznej, działające na zasadach prawa handlowego i zaczną podlegać prawu upadłościowemu. Biorąc pod uwagę nadpodaż ZOZ-ów, którą szacuje się na 10%, zagrożenie bankructwem wymusi na nich cięcia i zracjonalizowanie wydatków. To z kolei oznacza stworzenie równych szans dla publicznych i niepublicznych spółek w konkurowaniu o pacjentów. Inwestorzy czekają także na śmielsze niż dotychczas deklaracje wicepremiera Jerzego Hausnera w sprawie planów sekurytyzacji długów szpitali. Zamiana wierzytelności cywilnoprawnych na papiery wartościowe oznaczałaby częściową prywatyzację publicznego sektora. Wreszcie Unia Europejska. Ta oznacza unifikację standardów diagnostyczno-leczniczych i prawną kompatybilność różnych systemów ubezpieczeniowych. Zarazem można być pewnym, że - chociażby z powodu niższych kosztów pracy - nasze specjalistyczne usługi pozostaną zdecydowanie tańsze niż w krajach Unii. Szansą dla prywatnych operatorów będzie więc możliwość leczenia zachodnich pacjentów, za które zapłaci rodzimy system ubezpieczeniowy klienta. To dlatego coraz śmielej mówi się o perspektywach rozwoju nowej dziedziny, tzw. turystyki medycznej. W niej widzi swoją szansę chociażby Jarosław Józefowicz, prezes TZMO, którego toruński szpital Matopat nie miałby szans utrzymać się wyłącznie z pacjentów refundowanych przez NFZ. O tym że taki scenariusz jest możliwy, przekonuje raport "Polska - centrum usług dla Europy", przygotowany przez Polską Radę Biznesu i McKinsey & Company. Wynika z niego, że Amerykanie chętnie korzystają z opieki spokojnej starości w Meksyku, a Tajlandia jest popularnym świadczeniodawcą w zakresie wykonywania operacji katarakty czy korekty stawu biodrowego. Na Węgrzech firma hotelarsko-sanatoryjna Danabius Group w 80% obsługuje klientów zagranicznych. W Polsce duża część bazy sanatoryjnej i uzdrowiskowej jest niewykorzystana. Rozwinięcie sektora usług zdrowotnych może u nas prowadzić do utworzenia ok. 100 tys. nowych miejsc pracy. Ucieczka do przoduSieć Lux-Medu to na razie 5 placówek ogólnodostępnych oraz 11 ambulatoriów przyzakładowych w stolicy oraz niedawno otwarte kliniki w Gdańsku, Łodzi i Poznaniu (w ciągu 2 lat sieć obejmie wszystkie miasta wojewódzkie). Według szacunków Wojciecha Pawłowskiego, prezesa Lux-Medu, każda z nich kosztowała nie mniej niż 6 mln zł. Jeszcze więcej - bo ok. 10 mln zł - Pawłowski wyda na tworzony właśnie w Warszawie szpital "chirurgii jednego dnia", w którym wykonywane będą m.in. zabiegi endoskopowe, ortopedyczne czy okulistyczne. - Przyjęcie tak dynamicznej strategii jest odpowiedzią na fakt, że w najbliższej przyszłości pojawią się dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne, które z czasem zaczną odgrywać kluczową rolę w grze o pacjenta na rynku medycznym. Jeżeli towarzystwo ubezpieczeniowe ma być wiarygodnym partnerem dla swoich klientów, to będzie musiało im zagwarantować usługi medyczne w całej Polsce - wyjaśnia prezes Pawłowski. Sęk w tym, że nie wiadomo, kiedy owe "doubezpieczenia" zaczną funkcjonować. Wicepremier Hausner przewiduje, że nastąpi to w 2005/2006 r. Mówiąc o "doubezpieczeniach", nie należy mylić dwóch rzeczy: prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych, które byłyby uzupełnieniem składki w NFZ (a więc gwarantowałyby wyższy standard leczenia), z ubezpieczeniem stanowiącym odszkodowanie za powstanie potrzeby leczenia. Ten drugi wariant już funkcjonuje i polega na wypłacie osobie ubezpieczonej, która przeszła określone w polisie procedury medyczne (np. operację wyrostka robaczkowego), odpowiedniej kwoty, zgodnej z wybranym poziomem świadczeń. 75% przychodów Lux-Medu pochodzi z abonamentów, które opłacają swoim pracownikom firmy. Kolejne 23% - ze świadczenia pojedynczych usług klientom indywidualnym, ok. 1,5 % - z ekspertyz dla firm ubezpieczeniowych, a jedynie 0,25% to pieniądze z NFZ. Wojciech Pawłowski nie wyklucza udziału w przetargach o większe kontrakty z NFZ, ale zaznacza, że abonament zawsze będzie najważniejszym źródłem przychodów. Dzisiaj Lux-Med obejmuje opieką medyczną 60 tys. osób z ponad 400 firm. Wygrajmy razemFirmą, której przychód w ponad 90% stanowi abonament, jest Medicover. W ciągu 9 lat istnienia na polskim rynku operator zdążył zbudować ogólnopolską sieć 19 autorskich centrów medycznych i nawiązał współpracę z ok. 200 placówkami zewnętrznymi w całej Polsce. Medicover obsługuje blisko 3 tys. firm, które zatrudniają 100 tys. osób. - Z naszych analiz wynika, że w ciągu najbliższych 2-3 lat nie opłaca nam się wychodzić poza duże aglomeracje, w których już istniejemy. Skupimy się więc na rozbudowie naszej sieci współpracującej i wzbogacaniu oferty o dodatkowe usługi, np. stomatologiczne - mówi Agnieszka Szpara, prezes zarządu Medicover. Główny udziałowiec firmy, ABC Medicover Holdings B.V., jest notowany na sztokholmskiej giełdzie i pozyskiwany w ten sposób kapitał regularnie inwestuje na rynku prywatnych usług medycznych. - Do tej pory cały czas się rozwijaliśmy. Uruchomienie jednej placówki i jej wyposażenie kosztuje 1-1,5 mln zł. Według planów, okres zwrotu inwestycji na tym rynku wynosi ok. 10 lat. Biorąc pod uwagę, że istniejemy od 1994 r., można powiedzieć, iż dopiero teraz zaczynamy dostrzegać zasadność niektórych naszych decyzji biznesowych - mówi Agnieszka Szpara. Medicover chce skupić się na rozwoju przychodni przyzakładowych i gabinetów medycznych w siedzibie klienta. Firma ma już spore doświadczenie w tworzeniu takich placówek. Stworzyła przychodnie m.in. dla Volvo we Wrocławiu, Unilevera w Bydgoszczy czy Philip Morrisa w Krakowie i gabinety dla kilku firm warszawskich (Ericsson, Oriflame, Danone i Ikea). - To są inwestycje, które tworzą sytuację "win-win", tzn. nasz przychód jest przewidywalny, a wyniki finansowe klienta okazują się lepsze niż dotychczas. Niska absencja chorobowa i wysoka wydajność pracy przekłada się pośrednio na korzyści ekonomiczne - przekonuje Marcin Malinowski, menedżer ds. komunikacji w Medicover. Sporne stawkiHamulcem skokowego rozwoju prywatnej służby zdrowia są problemy z sięgnięciem po masowego pacjenta (innego niż abonamentowy). Do tej pory umowami z kasą chorych premiowane były państwowe placówki, które utrzymywano, zasłaniając się względami społecznymi. A tak naprawdę były to decyzje polityczne, wynikające ze strachu przed strajkującymi lekarzami i pielęgniarkami. Teraz NFZ twierdzi, że chce premiować placówki, które mają dobry sprzęt, wypracowane procedury medyczne i menedżerskie oraz zatrudniają wykwalifikowane kadry. Jednocześnie nakłada na nie większe obowiązki i skromniej wycenia punkty za wykonaną procedurę medyczną. Warunki zaproponowane przez fundusz zostały - jak wiadomo - zbojkotowane przez niektórych dyrektorów państwowych szpitali, ZOZ-ów i klinik. Z kolei wszyscy członkowie Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Niepublicznych zgodnie optowali za konkursem na zasadach zaproponowanych przez NFZ: - Ustaliliśmy, że weźmiemy w nim udział - mówi Adam Rozwadowski, właściciel prywatnego centrum medycznego Enel-Med, które nie korzystało dotąd z finansowania swoich usług z budżetu kasy chorych. - Stwierdziliśmy, że duża, prywatna i wieloprofilowa placówka medyczna nie może się już obejść bez kontraktu w NFZ. Wystąpiliśmy o finansowanie bardzo szerokiego zakresu usług chirurgicznych i oszacowaliśmy, że przy maksymalnej stawce (10 zł za punkt), jaką oferuje fundusz, jest to system opłacalny. Przy dużej sprawności działania i kontroli kosztów jesteśmy w stanie osiągnąć zyskowność na poziomie od 7 do 9% - mówi Adam Rozwadowski. Zgoła odmiennego zdania co do opłacalności zaproponowanych stawek jest m.in. prof. Kazimierz Roszkowski, dyrektor warszawskiego Instytutu Gruźlicy. - Zasady taryfikacji punktów mają się nijak do rzeczywistych kosztów świadczeń. Oto przykład: wg NFZ, proste badanie ultrasonograficzne kosztuje więcej niż dwukrotnie kosztowniejsze badanie tomografem komputerowym. Ponadto maksymalna cena punktu ustalona na poziomie 10 zł jest nierealna. Gdybym zsumował nasze tegoroczne przychody i podzielił je przez liczbę punktów, w żaden sposób nie uzyskam 10 zł. Za pieniądze, które zaoferował nam fundusz, możemy pokryć tylko 60% wszystkich kosztów funkcjonowania instytutu, a to wystarczy jedynie na pensje dla personelu. Z moich obliczeń wynika, że maksymalna wartość punktu powinna się wahać od 12 do 17 zł - mówi prof. Kazimierz Roszkowski. Profesor zarzuca także funduszowi niekompetentny sposób sformułowania całego katalogu procedur. - Występują tam rażące błędy metodologiczne. System jest za bardzo rozbudowany. Procedury (których jest ok. 1700) powinny być ogólniej zdefiniowane, aby poszczególne z nich zawierały większą ilość świadczeń - tłumaczy prof. Kazimierz Roszkowski. Mimo wszystko takPomimo ciążących na funduszu zarzutach o merytorycznych i kosztorysowych niedociągnięciach w warunkach zawierania umów z NFZ, niepubliczne szpitale zdecydowały się na współpracę. Enel-Med zamierza dzięki kontraktowi rozbudować swój największy oddział do rozmiarów średniego szpitala. - Do tej pory zajmowaliśmy się w dużej mierze chirurgią jednego dnia, więc nie potrzebowaliśmy dużej liczby łóżek. Teraz chcemy wykonywać poważniejsze zabiegi w zakresie neurochirurgii, okulistyki, laryngologii i ortopedii. To są procedury kilkudniowe, więc będziemy musieli rozbudować placówkę do szpitala mieszczącego od 40 do 50 łóżek. Jeśli wyczerpiemy liczbę procedur zakontraktowanych w NFZ, będziemy te usługi sprzedawać komercyjnie - mówi Adam Rozwadowski. Enel-Med nadal będzie świadczył usługi ambulatoryjno-diagnostyczne, stomatologiczne czy w zakresie chirurgii plastycznej. W przyszłym roku otworzy dwie nowe przychodnie wielospecjalistyczne w Warszawie (ma ich już cztery). Adam Rozwadowski twierdzi, że wybudowanie każdej z nich pochłonie ok. 1,5 mln zł. Nie zrezygnuje z rozwijania działalności abonamentowej, która stanowi 30% przychodów firmy. W ramach rozwoju programu Enel-Care, przygotowanego z myślą o klientach korporacyjnych, operator nawiązuje współpracę z prywatnymi partnerami medycznymi spoza Warszawy. Rozbudowa ogólnopolskiej sieci ma jeszcze jeden, zasadniczy cel: Enel-Med przygotowuje wraz z Commercial Union program ubezpieczeń indywidualnych. - W ramach usług gwarantujących realizację polisy zaoferujemy współpracę i konsultację wszystkich specjalistów, pełną diagnostykę, drobne zabiegi ambulatoryjne, wizyty domowe i usługę pogotowia ratunkowego. Koszt poszczególnych pakietów ubezpieczeniowych będzie wahał się od 170 zł do 245 zł miesięcznie - mówi Rozwadowski. Unijna perspektywaEnel-Med stara się dostosowywać do realiów rynku unijnego, ale także globalnego. Znalazł sposób na ograniczenie kosztów związanych z oferowaniem usług diagnostycznych za granicą - rozwija sieć teleradiologiczną. Chodzi o współpracę z zagranicznymi placówkami medycznymi, które drogą elektroniczną przesyłają zdjęcia rentgenowskie do Enel-Medu, gdzie te analizowane są przez polskich specjalistów. - To są konsultacje on-line. W związku z tym, że nasze centrum diagnostyczne działa przez całą dobę, analizy zdjęć możemy wykonywać dla placówek na całym świecie. W Polsce utrzymanie specjalisty na dyżurze jest i tak zdecydowanie tańsze niż taka sama usługa w krajach zachodnich, w związku z tym współpraca jest opłacalna dla obu stron - tłumaczy Adam Rozwadowski. Prywatni operatorzy usług medycznych zgodnie twierdzą, że wstąpienie do struktur UE jest szansą dla tego rynku. Dlatego już przygotowują się do nowej sytuacji, rozbudowując swoje sieci, wprowadzając innowacyjne rozwiązania technologiczne i podnosząc ogólny poziom usług. Warszawskie Centrum Medyczne LIM dawno spełniło kryteria zgodności poziomu swoich usług ze standardami obowiązującymi w Unii. Oprócz certyfikatów zapewniających odpowiedni poziom zarządzania firmą centrum wdrożyło m.in. systemy gospodarki odpadami i pomiarów szkodliwych czynników występujących w pracy i wyposażyło przychodnie w specjalistyczny sprzęt spełniający wymagania znowelizowanej ustawy o wyrobach medycznych. Obecnie CM LIM jest w trakcie tworzenia pierwszego zamiejscowego oddziału w Krakowie. - Przyjęliśmy strategię budowania i utrwalania wizerunku firmy medycznej o zasięgu ogólnopolskim. Dalsze etapy tego planu obejmują tworzenie placówek wszędzie tam, gdzie dostrzegamy potencjał rynku dla naszych usług. To głównie duże ośrodki wojewódzkie, w których liczba, rodzaj i kondycja podmiotów gospodarczych, mogących zostać naszymi klientami, pozwala na oszacowanie korzyści - mówi Iwona Łaszcz, prezes CM LIM. Co dalej?Największym prywatnym kontrahentem Narodowego Funduszu Zdrowia jest sieć poradni o nazwie Medycyna Rodzinna. Grupa skupia 14 poradni medycznych w całej Polsce i świadczy nieodpłatne i odpłatne usługi z zakresu podstawowej i specjalistycznej opieki zdrowotnej. Spółka prawie w całości należy do funduszu inwestycyjnego Polish Enterprise Fund (PEF), zarządzanego przez Enterprise Investors. Na rozwój Medycyny Rodzinnej PEF wyłoży 10 mln dolarów, z czego ok. 5 mln na budowę sieci poradni, a kolejne 5 na rozwój dodatkowych specjalistycznych usług medycznych, które ma w przyszłości oferować sieć. - Jeżeli pojawią się przepisy, które wprowadzą zmiany systemowe w polskiej służbie zdrowia, to będziemy skłonni do dalszego inwestowania na tym rynku - mówi Adam Kruszewski, dyrektor ds. inwestycji EI. To sensowna filozofia. Są już projekty, które tylko czekają na korzystniejsze procedury współfinansowania. Nie ma szans, by specjalistyczne, prywatne szpitale (np. onkologia czy kardiologia) utrzymały się wyłącznie z usług świadczonych dla pacjentów komercyjnych. Niestety, rząd wciąż decyduje się jedynie na kosmetyczne zabiegi. Może potrzebuje silniejszego bodźca w postaci bankructwa całego systemu. Wtedy okaże się, że w Polsce istnieje jakaś rozwijająca się służba zdrowia. Tyle że niepubliczna. Tam pielęgniarki i lekarze nie strajkują, tylko uśmiechają się do pacjentów. Dziwne, prawda? Michał Pietrzak | ||