OSSN | Ogólnopolskie Stowarzyszenie Szpitali Niepublicznych

Lekarz potrzebny

Słowo Polskie 24-06-2003

Trudno robić w Polsce biznes na służbie zdrowia

Na zachodzie Europy prywatne szpitale to coś zupełnie normalnego. W Polsce - absolutna nowość. Wczoraj dyrektorzy jednych i drugich spotkali się we Wrocławiu, by porozmawiać o rynku prywatnych usług medycznych. W tym samym czasie wicemarszałek Dolnego Śląska mówił, że na nowe kontrakty ze szpitalami brakuje pieniędzy.

- Chcemy zastanowić się, które z zachodnich rozwiązań dałoby się przenieść do nas i w ten sposób pomóc w naprawie systemu opieki zdrowotnej w Polsce - mówi Piotr Gerber, dyrektor wrocławskiego szpitala Euromedicare i jeden z organizatorów konferencji.

O swoich doświadczeniach na polskim rynku usług medycznych opowiadali m.in. przedstawiciele zakonu Bonifratrów z Krakowa, Clinica Medica z Gdyni, Dolnośląskiego Centrum Chorób Serca i szpitala Euromedicare. Większość mówców narzekała na nienajlepsze kontakty z Ministerstwem Zdrowia i Narodowym Funduszem Zdrowia. Najważniejsze, ich zdaniem, problemy do rozwiązania w polskiej służbie zdrowia restrukturyzacja zadłużonych do granic absurdu szpitali publicznych, równouprawnienie w dostępie do środków publicznych, prowadzenie zerowej stawki VAT na usługi medyczne oraz uwzględnianie przy podpisywaniu kontraktów jakości usług świadczonych w danym szpitalu.

Wszyscy płacimy za te długi

- Czy czujecie się dyskryminowani?- zapytaliśmy Andrzeja Sokołowskiego, prezesa Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Niepublicznych.

- Nie można mówić o dyskryminacji, bo oni nas po prostu nie zauważają. W ministerstwie nie ma żadnych danych o rynku prywatnych usług medycznych, bo nikogo tam takie zagadnienia nie interesują - odpowiedział.

Polscy dyrektorzy są przekonani, że sektor prywatny może grać poważną rolę w naprawie systemu zdrowotnego w naszym kraju. - Bo my, jeśli już w ogóle się zadłużamy, to robimy to na własne konto. A nie na konto wszystkich Polaków - uważa Piotr Gerber. - W tej chwili zadłużenie państwowej służby zdrowia wynosi już ponad 6 mld zł. I my wszyscy ponosimy jego koszty - dodaje.

Daleko za Europą

Szereg wykładów i dyskusji panelowych pokazał, że w dziedzinie prywatnej opieki zdrowotnej jesteśmy jeszcze daleko za krajami Unii Europejskiej. - We Włoszech mamy ponad 65 tysięcy łóżek w niepaństwowych szpitalach. Państwo ustala jedynie pewne ramy i standardy działania, a prywatne i publiczne szpitale współpracują w tych ramach - opowiada Alberta Sciachi, prezes Europejskiej Unii Szpitali Prywatnych.

Podobnie wygląda sytuacja w Austrii. - U nas pacjent ma ustawowe prawo do takiego samego traktowania w obu rodzajach szpitali. A ostatnie badania pokazują, że prywatne placówki są tańsze, głównie ze względu na lepszą jakość zarządzania - mówi z kolei David Poetz ze Związku Prywatnych Szpitali w Austrii.

Zupełnie inne doświadczenia mają z kolei prywatne szpitale z Wielkiej Brytanii. Jeszcze do niedawna tamtejsze prawo zabraniało płacenia im choćby funta z publicznych pieniędzy i były skazane wyłącznie na siebie. Wszystko się zmieniło, gdy kolejki do zabiegów w państwowych placówkach osiągnęły gigantyczne rozmiary. - Wtedy część pacjentów trafiła do nas, żeby rozładować te zaległości - opowiada Clive Bath z London Intrenational Health Care. LIHC to organizacja przygotowująca projekty z zakresu zarządzania i organizacji służby zdrowia m.in. dla Banku Światowego i ONZ.

Nie ma reguł, nie ma pieniędzy

Na polskim rynku usług medycznych wciąż brakuje poważnych inwestorów gotowych wyłożyć odpowiednio duże pieniądze. Jednym z niewielu jest firma Enterprise Investors. - Chcemy udowodnić, że prywatne placówki potrafią leczyć taniej i lepiej - przekonuje jej dyrektor inwestycyjny Adam Kruszewski. - Brak jasnych reguł finansowania usług medycznych i nieefektywne wykorzystywanie publicznych funduszy powoduje jednak, że przed nami jeszcze długa droga - dodaje.

Wygląda na to, że pieniędzy w służbie zdrowia nie będzie jeszcze długo. Wczoraj Marek Moszczyński, wicemarszałek Dolnego Śląska, zorganizował konferencję prasową. - Nie ma takiej możliwości, żebyśmy płacili szpitalom więcej niż pozwalają na to limity. Nie możemy powiększać i tak już gigantycznego zadłużenia - poinformował.

Z zaproszenia na wrocławską konferencję nie skorzystało Ministerstwo Zdrowia. Wiceszefowa resortu Ewa Kralkowska przysłała za to pismo, w którym wyraża nadzieję, że "prezentowane rozwiązania spotkają się z dużym zainteresowaniem uczestników konferencji oraz posłużą do wypracowania wniosków na temat aktualnej sytuacji niepublicznych ośrodków i wskazania zmian koniecznych w celu ich przyszłego rozwoju".

Na wrocławskiej konferencji nie pojawili się też - mimo zaproszenia - przedstawiciele Narodowego Funduszu Zdrowia. Stało się tak na skutek artykułu "Rzeczpospolitej" sprzed kilku dni. Dziennikarze napisali, że dyrektorzy szpitali muszą płacić za udział w konferencjach, na których występują urzędnicy z NFZ. Władze funduszu zareagowały szybko - zabroniły swoim urzędnikom występować na jakiejkolwiek konferencji.

Artur Chodziński