|
|
|
Badanie opinii społecznej
Dotyczące oczekiwań obywateli wobec sposobu funkcjonowania służby zdrowia
Wykonane przez instytut PENTOR na reprezentatywnej grupie 800 mieszkańców
w dniach 30 czerwca i 01 lipca 2004r
na zlecenie Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy
Spis treści:
Omówienie wyników badania - OZZL
Wnioski wypływające z wyników badania - OZZL
OMÓWIENIE WYNIKÓW BADANIA - OZZL
Pytanie 1.
Przedstawię Panu/i dwa różne sposoby funkcjonowania służby zdrowia. Proszę chwilę zastanowić się i powiedzieć, który z nich bardziej Panu/i odpowiada, wydaje się Panu/i lepszy?
- Mieszkańcy sami wybierają gdzie i u kogo leczą się. Wszystkie szpitale, przychodnie i lekarze konkurują między sobą o pacjentów, a refundacje i wynagrodzenia zależą od liczby osób, które skorzystały z ich porad i zabiegów.
- Mieszkańcy są przypisani do swojego rejonu leczenia. Działające tam szpitale, przychodnie i lekarze przyjmują pacjentów z rejonu i otrzymują stałe refundacje i wynagrodzenia, które nie zależą od liczby przyjętych pacjentów.
Celem tego pytania było zbadanie, czy Polacy opowiadają się raczej za funkcjonowaniem mechanizmów rynkowych w opiece zdrowotnej, czy raczej za budżetową służbą zdrowia - jak przed rokiem 1999.
Wolny wybór lekarza, konkurencję zakładów opieki zdrowotnej, oraz uzależnienie refundacji i wynagrodzeń w zoz-ach od liczby pacjentów wybrało 64,3% respondentów. W miastach poparło ten wariant 69,1%, a na wsi 56,2%. Różnicę tę można tłumaczyć większymi możliwościami dokonywania wyboru w dużych aglomeracjach i faktem, że pacjenci nauczyli się tam dokonywania takiego wyboru. Na wsi, ze względu na większe odległości, wolny wybór placówki leczniczej jest ograniczony, a zatem i docenienie tej (bardziej potencjalnej niż realnej) możliwości siłą rzeczy musi być mniejsze.
Za wolnym wyborem i systemem rynkowym opowiedziało się 85,2% osób z wykształceniem wyższym, 73% ze średnim, a z podstawowym - 46,9%. Grupa najbardziej wykształcona - jak widać - bardziej ceni sobie możliwość wyboru, a może lepiej zdaje sobie sprawę, jak ich wolny wybór mobilizuje świadczeniodawców (lekarzy, przychodnie, szpitale) do lepszej pracy.
Zwolenników tego wariantu jest najwięcej wśród przedstawicieli prywatnej działalności gospodarczej: 79,8%, oraz pracowników umysłowych wyższego szczebla, kadry menedżerskiej i osób wykonujących wolny zawód: 76,9%. Najmniej jest ich wśród robotników: 61,1%, i rolników: 52,2%. Opcję tę wybrało również 58,1% niepracujących.
Według podziału terytorialnego, największe poparcie ujawniło się w woj. Warmińsko-Mazurskim: 78,7%, a najmniejsze w sąsiednim Podlaskim: 50% i w Lubelskim: 50,8%.
Za przypisaniem pacjenta do określonego rejonu, za stałą refundacją i stałym wynagrodzeniem w zoz-ach opowiedziało się 31% ankietowanych. W miastach: 26%, a na wsi: 39,4%. Najwięcej w woj. Podlaskim: 50%, a najmniej w Warmińsko-Mazurskim: jedynie 6,8%. Wśród osób z wyższym wykształceniem, zwolenników takiego rozwiązania znalazło się zaledwie 13,6%, podczas gdy z wykształceniem podstawowym: 46,3%.
Pytanie 2.
Jakie jest Pana/i stanowisko w sprawie ewentualnych dopłat pacjentów do kosztów leczenia? Po zastanowieniu proszę wybrać jedną spośród trzech odpowiedzi, które odczytam.
- Nie zgadzam się na żadne dopłaty do leczenia, nawet jeżeli by to oznaczało, że w razie choroby nie będę pewny czy otrzymam odpowiednią pomoc medyczną albo, że będę narażony na długie oczekiwanie w kolejce do leczenia, zmuszony do dania łapówki, bądź konieczność leczenia się prywatnie.
- Zgodziłbym się na dopłaty do leczenia, gdybym miał pewność, że radykalnie poprawi się funkcjonowanie służby zdrowia, nie trzeba będzie czekać w kolejkach do leczenia, nie będzie trzeba dawać łapówek, a każdy chory w razie potrzeby otrzyma odpowiednią pomoc medyczną.
- Zgadzam się na dopłaty, jeżeli to choć w minimalnym stopniu może uzdrowić naszą służbę zdrowia.
Celem tego pytania było poznanie rzeczywistego nastawienia obywateli do problemu istnienia ewentualnych bezpośrednich dopłat z kieszeni pacjentów do świadczeń zdrowotnych. Piszemy "rzeczywistego nastawienia", bo dotychczasowe badania opinii społecznej na ten temat były - naszym zdaniem - nierzetelne. Ich nierzetelność polegała na przedstawianiu nieprawdziwych alternatyw. Pytano zwykle czy obywatele są za bezpłatną czy za odpłatną służbą zdrowia, albo czy są za, czy przeciwko dopłatom za świadczenia zdrowotne. Rzetelność takiego sondażu wymaga, aby przedstawić realne konsekwencje obu wyborów. Realną konsekwencją "bezpłatnej" służby zdrowia jest: administracyjna reglamentacja świadczeń, kolejki do leczenia, niepewność czy otrzyma się w razie choroby odpowiednią pomoc medyczną, niekiedy konieczność korzystania z tzw. szarej strefy, lub zapłacenia łapówki, albo wręcz konieczność leczenia się zupełnie prywatnie. Stąd taka, a nie inna treść pytania drugiego w naszym sondażu.
Żadna z partii nie pokusiła się o zlecenie przeprowadzenia rzetelnego badania opinii publicznej na temat współpłacenia, a szkoda, bo może dyskusja na ten temat miałaby bardziej merytoryczny, a mniej polityczny charakter. Wyniki badań Pentoru, wykonane na zlecenie Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy są - w świetle dotychczasowych "obiegowych opinii" - wręcz zaskakujące.
Otóż na dopłaty do leczenia jest gotowych zgodzić się aż 69,5% respondentów (!), z czego 51,9% pod warunkiem, że radykalnie poprawi to funkcjonowanie opieki zdrowotnej i że zlikwidowane zostaną kolejki oraz łapówki, a 17,6% zgadza się na dopłaty nawet wtedy, gdyby to uzdrowiło ochronę zdrowia choćby tylko w minimalnym stopniu.
W miastach i na wsi zwolenników współpłacenia jest tyle samo: 69,5%. Zależność od wykształcenia jest niewielka. Skłonność do dopłat spada odwrotnie proporcjonalnie do wieku, ale w każdej grupie wiekowej jest to większość. W grupie 15-29-latków: 86,7%, w grupie 30-49 lat: 71,3%, a powyżej 50 r.ż.: 52,4%.
Największy odsetek osób skłonnych zaakceptować bezpośrednie dopłaty do leczenia jest w województwie Podkarpackim - 85% oraz Podlaskim - 80,9%; najmniejszy - w Zachodniopomorskim - 46,3%. Robotnicy są skłonni zgodzić się na ewentualne współpłacenie w 60,3%, rolnicy w 77,3%, a prowadzący prywatną działalność gospodarczą - nawet w 82,8%. Co ciekawe, wśród osób nie pracujących odsetek ten wynosi aż 71,4%. Akceptacja dla ewentualnego współpłacenia stopniowo wzrasta wraz ze zwyżką zarobków, ale nawet wśród osób o najmniejszych dochodach, poniżej 600 zł miesięcznie, większość: 60,6%, byłaby skłonna zaakceptować takie rozwiązanie.
W grupie o dochodach od 1501 zł do 2000 zł jest to już 83,8%, a w grupie od 3501 zł do 5000 zł - absolutny rekord: 100% respondentów poparłoby współpłacenie, aby tylko mieć porządną opiekę zdrowotną w razie każdej potrzeby!
Odwrotną alternatywę - żadnych dopłat, ale w zamian - niepewność co do swego losu (kolejki, łapówki, ograniczona pomoc medyczna, a w ostateczności konieczność korzystania z leczenia prywatnego) wybrało tylko 26,8% ankietowanych. Spośród osób z wykształceniem wyższym za taką wersją opowiedziało się 13,6%, a z podstawowym: 29,5%.
Najmniej zwolenników takiego rozwiązania mieszka w woj. Podkarpackim: 9,3%, najwięcej natomiast w Zachodniopomorskim: aż 51%.
37,1% robotników i 33,7% pracowników umysłowych średniego szczebla nie zgadza się w żadnym wypadku na dopłaty, licząc się z wynikającymi z tego konsekwencjami. Niepracujących, o podobnym zdaniu, jest 24,1%, a rolników: 20,6%. Wyższy szczebel pracowników umysłowych oraz osoby prowadzące prywatną działalność gospodarczą popierają tę wersję zaledwie w 14,4%.
Zarabiający do 600 zł nie zgadzają się na dopłaty w zaskakująco niskim odsetku 32,7%, natomiast osoby mające dochód powyżej 1500 zł oponują przeciwko dopłatom w liczbie zaledwie kilkunastu procent.
Pytanie 3.
Wyobraźmy sobie teraz sytuację, że koszty, jakie musi Pan/i ponieść na leczenie z własnej kieszeni są takie same w państwowej i prywatnej placówce służbie zdrowia, niezależnie czy będzie to zabieg w szpitalu czy porada w przychodni. Co Pan/i by zrobił/a mając możliwość swobodnego wyboru między państwową i prywatną placówkę zdrowia. Czy płacąc tyle samo za leczenie wybrał/a/by Pan/i raczej placówkę prywatną czy raczej państwową?
- Raczej prywatną.
- Raczej państwową.
- Nie kierował(a)bym się tym czy jest to placówka prywatna czy państwowa, ale jaką ma opinię i czy mam do niej zaufanie.
Celem tego pytania było poznanie rzeczywistego nastawienia obywateli do prywatnych placówek służby zdrowia. Ponieważ określenie "prywatna służba zdrowia" często w świadomości obywateli funkcjonuje jako synonim "odpłatnej służby zdrowia", w przeciwieństwie do "państwowej" jako "bezpłatnej" - aby wyeliminować to - fałszujące obraz - skojarzenie, sformułowano w pytaniu dodatkowy warunek: koszty leczenia z kieszeni pacjenta w obu przypadkach będą takie same.
Przy założeniu, że pokrywane przez pacjenta koszty byłyby takie same w placówkach prywatnych i państwowych (publicznych), prywatny zakład opieki zdrowotnej wybrałoby 35,6% ankietowanych, 17,5% zgłosiłoby się do zakładu państwowego, a 42,8% nie kierowałoby się tym kryterium, lecz zdecydowałoby się na zakład posiadający dobrą opinię i wzbudzający zaufanie, niezależnie czy byłby to zakład prywatny czy państwowy. Zrobiłoby tak 48,2% mieszkańców miast i 33,9% mieszkańców wsi.
Osoby posiadające wyższe wykształcenie zdecydowałyby się na prywatną placówkę w 40,7%, na państwową w 6,2%, a na jakąkolwiek, aby tylko miała dobrą opinię i wzbudzała zaufanie: 49,4%. Osoby z wykształceniem podstawowym - odpowiednio: 33,2%, 27,4%, 34,1%. Wiekowo, prywatny zakład wybrałoby 44,7% z grupy najmłodszej, a 27,1% z najstarszej. Państwowy zakład - odwrotnie: 8,6% najmłodszych i 26,8% najstarszych.
Nie pracujący zdecydowaliby się na placówkę prywatną aż w 39,9%, czyli powyżej średniej obliczonej dla wszystkich grup, co też powinno dać do myślenia.
33,1% osób o dochodach do 600 zł wybrałoby zakład prywatny, 26,8% zakład państwowy, a 34,9% kierowałoby się opinią i zaufaniem. W grupie o dochodach powyżej 2500 zł zwolenników prywatnych zakładów przybywa, za to brak jest zupełnie amatorów na leczenie się w zakładach państwowych.
WNIOSKI WYPŁYWAJĄCE Z WYNIKÓW BADANIA - OZZL
Z odpowiedzi na pytanie 1.
Znacząca większość - 2/3 obywateli opowiada się za funkcjonowaniem mechanizmów rynkowych w służbie zdrowia (ok. 65% spośród ankietowanych i 67% spośród tych, którzy mają zdanie na ten temat), to jest za: konkurencją między szpitalami, przychodniami, lekarzami o pacjentów i o pieniądze, które "idą" za tymi pacjentami.
Znacząca mniejszość obywateli (31%) opowiada się za budżetowym sposobem organizacji służby zdrowia (rejonizacja leczenia, brak możliwości wyboru świadczeniodawcy, stałe budżety dla placówek leczniczych).
Z odpowiedzi na pytanie 2.
70% obywateli jest gotowych zgodzić się z istnieniem bezpośrednich dopłat do leczenia, jeżeli wprowadzenie tych dopłat poprawiłoby w sposób radykalny funkcjonowanie służby zdrowia (z tego 17% zgodziłaby się na dopłaty gdyby spowodowało to choć minimalną poprawę w służbie zdrowia).
Znacząca mniejszość obywateli (30%) nie zgadza się na wprowadzenie dopłat do leczenia w żadnym wypadku.
Znacząca większość obywateli (70%) bardziej ceni sobie niezawodny dostęp do leczenia dobrej jakości, niż bezpłatność służby zdrowia.
Znacząca mniejszość obywateli (30%) ceni sobie bardziej bezpłatność służby zdrowia, niż jej jakość i niezawodny dostęp do leczenia.
Wprowadzenie bezpośrednich dopłat do świadczeń zdrowotnych będzie społecznie akceptowane tylko wtedy, gdy będzie połączone z innymi zmianami w ochronie zdrowia, które radykalnie poprawią dostępność do leczenia, zlikwidują kolejki, szarą strefę i korupcję.
Z odpowiedzi na pytanie 3.
Polacy nie są przeciwni prywatyzacji w służbie zdrowia. Wręcz przeciwnie, dwa razy więcej obywateli wybrałoby raczej prywatną placówkę służby zdrowia niż państwową (35,6% ankietowanych wobec 17,5%), gdyby koszt leczenia w obu był taki sam (z kieszeni pacjenta).
Znacząca mniejszość obywateli (17,5% ankietowanych) z założenia bardziej ufa państwowym placówkom służby zdrowia.
Obywatele przywiązują wagę raczej do jakości świadczonych usług i uznania, jakim cieszy się dana placówka, niż do tego czy jest prywatna czy państwowa (42,8% ankietowanych).
Polacy zaakceptowaliby prywatyzację w ochronie zdrowia, a nawet by jej oczekiwali, gdyby wiedzieli, że świadczenia zdrowotne oferowane w placówkach prywatnych i państwowych będą w tej samej części refundowane ze środków publicznych (dopłaty z kieszeni pacjenta będą takie same).
Wnioski wynikające z wyników sondażu jako całości.
Polacy oczekują takich zmian w ochronie zdrowia, które w sposób radykalny poprawią dostępność do leczenia dobrej jakości, zlikwidują kolejki, reglamentację świadczeń, szarą strefę i korupcję. Dla osiągnięcia tej poprawy znacząca większość obywateli (70%) zgodziłaby się na istnienie bezpośrednich dopłat do świadczeń zdrowotnych. Znacząca większość obywateli opowiada się za wprowadzeniem rynkowych zasad do organizacji służby zdrowia i nie sprzeciwia się prywatyzacji placówek służby zdrowia, a nawet jej oczekuje, pod warunkiem, że współpłacenie przez pacjentów za świadczenia zdrowotne będzie takie samo w placówkach prywatnych i państwowych.
Budżetowa służba zdrowia (z rejonizacją leczenia, bez dopłat do świadczeń zdrowotnych, ale za to z administracyjną reglamentacją tych świadczeń, kolejkami i towarzyszącą im szarą strefą lub korupcją) cieszy się poparciem zaledwie 30% obywateli.
Z powyższymi wnioskami powinni liczyć się politycy zajmujący się naprawą obecnego systemu opieki zdrowotnej, w tej liczbie ci, którzy mają zamiar uchwalić ustawę zastępującą ustawę o NFZ.
Program Racjonalnego Systemu Opieki Zdrowotnej, opracowany przez Porozumienie Środowisk Medycznych (z udziałem OZZL) wychodzi naprzeciw oczekiwaniom większości obywateli, wyrażonym w przeprowadzonym badaniu.
Zarząd Krajowy Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy
Krzysztof Bukiel - przewodniczący Zarządu
Ryszard Kijak - wiceprzewodniczący Zarządu
|